Kiedy ciało mówi „dość” — jak nauczyć się je rozumieć
Nowe, a właściwie dobrze zapomniane stare, rozumienie własnej efektywności, które dziś — z pełnym naukowym uzasadnieniem — wykłada się na Harvardzie.
Wiemy o IQ (inteligencja) i też o EQ (empatia), a Wendy Palmer, autorka programu „Ucieleśnione przywództwo”, wykładanego na Harvardzie, wprowadza nowy standard — BQ (Body Intelligence).
O co w tym chodzi?
O to, że optymalny stan, z którego działam, jest odczuwalny w ciele.
W głowie mogę być „wow”…
A w rzeczywistości — bateria na zerze, układ nerwowy przeciążony, zasobów brak.
I mogę z siebie wyciskać kreatywność, a wycisnę tylko zgagę, migrenę, zaburzenia snu i wypalenie…
Jak zrozumieć swoje ograniczenia w ciele?
Usłyszeć sygnały: mięśniowe, emocjonalne, głębokie i powierzchowne odczucia, rozpoznać je spośród innych, właściwie zinterpretować i wyciągnąć uczciwy wniosek.
Po co? Żeby dopasować wysiłek do swoich możliwości.
Żeby wysiłek nie zamieniał się w chroniczną przemoc wobec siebie.
Bo jeśli Twój układ nerwowy jest wyczerpany i „rozładowany”, to:
— po pierwsze, cierpi myślenie: kręci się w kółko po tych samych schematach — „muszę”, „powinnam”, „trzeba”
— po drugie, działasz na kredyt organizmu, a oddasz go psychosomatyką — od przeziębienia i migreny aż po choroby autoimmunologiczne
Dlatego tak ważne jest poznanie siebie!
Zarówno w stanie mocy, jak i w stanie wyczerpania.
Bo jeśli znasz i lubisz siebie silną, mądrą i piękną, a tej drugiej strony nie — to jak zauważysz, że bateria się rozładowała i system potrzebuje wsparcia?
Tu kryje się największy błąd ludzi aktywnych i produktywnych —
nie zauważać swojego wypalenia, aż się w nim zatracą i zapomną, jak to jest być pełnym energii.
Psychosomatyka jest podstępna. Bo kiedy wejdziesz w stres i nie wyjdziesz z niego przez kilka miesięcy, to już nawet nie pamiętasz, jak to jest być „poza stresem”.
System przestawia się na tryb mobilizacji i czujności jako normę,
a zaciśnięta szczęka i napięty brzuch stają się codziennym stanem. I jeszcze wysyła sygnał do psychiki: skoro się martwię, to znaczy, że zagrożenie jest blisko — nie można się rozluźnić.
I właśnie tutaj warto przypomnieć o jodze.
Jako o spontanicznym, powolnym i twórczym ruchu,
którego celem nie jest „kolejna pozycja” do osiągnięcia,
lecz świadomość swojego ciała.
Badam ciało w ruchu.
Badam oddech.
Badam swój umysł — w działaniu i w bezruchu.
W smutku i radości.
W stresie i przyjemności.
W nudzie, złości, niepewności, akceptacji, zachwycie, wrażliwości…
I zbierając to doświadczenie, zaczynam rozumieć swoje granice — tu i teraz.
Joga to rozwój czucia ciała.
A czucie ciała to nie tylko fizyczność — to psychika.
Mój wewnętrzny świat i jego kontakt z rzeczywistością odbijają się w ciele. Im wyraźniej to czuję, tym lepiej rozumiem, co jest dla mnie ważne.
Zaczynam widzieć:
czy działam w trybie przetrwania, czy w twórczym przepływie?
czy czuję zmęczenie i irytację, czy lekkość i przestrzeń?
czy moja psychika się kurczy… czy rozszerza?
I jeszcze jedno — nie myl jogi z fitnessem, pływaniem, bieganiem, siłownią…
Jeśli praktykujesz asany, oddech i medytację z intencją poznania siebie — rozwijasz świadomość i uczysz się regulacji.
Jeśli tylko ćwiczysz ciało „dla efektu” —
utrwalasz mechaniczne podejście do siebie.
Dbaj o swoją joginkę
Dbaj o swojego jogina
Chcesz więcej takich treści? Dołącz do platformy.
Wykup subskrypcję